Sukces rzadko jest dziełem przypadku. Najczęściej stoi za nim codzienna praca, determinacja i wrażliwość na drugiego człowieka. Paulina Peciak-Nazarewska została doceniona przez kapitułę konkursu Osobowość Roku 2025, zdobywając I miejsce w powiecie w kategorii „Polityka, samorządność i społeczność lokalna”.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
To jednak nie tylko wyróżnienie — to przede wszystkim historia zaangażowania, doświadczeń i ludzi, którzy pojawiali się na jej drodze. O tym, skąd bierze się potrzeba pomagania, jak wygląda codzienność w służbie innym i co daje siłę do działania — rozmawiamy w poniższym wywiadzie.
Skąd wzięła się u Pani potrzeba działania na rzecz lokalnej społeczności?
Z życia. Sama miałam w życiu bardzo ciężko. Pracowałam długimi godzinami – w Polsce i za granicą. Za granicą bywało naprawdę trudno – praca po 12–15 godzin, w zimnie, w błocie, bez wygód. Pamiętam jedną sytuację szczególnie… Pracowałam w dziurawych butach. Spadł śnieg, a ja przez długie godziny odgarniałam go w mrozie. Zmarzłam tak bardzo, że naprawdę miałam wrażenie, że mogę tam zamarznąć. Kiedy tylko znalazłam małe pomieszczenie, weszłam do środka i zasnęłam… To było takie zmęczenie i wychłodzenie, jakby człowiek miał się już nie obudzić. Obudziło mnie wołanie. Do dziś pamiętam ten moment.
Przez siedem lat każdy urlop przeznaczałam na pracę, żeby móc cokolwiek kupić. Bywało, że nie miałam co jeść, ale wstydziłam się prosić o pomoc. Nie miałam pieniędzy na studia.
Pamiętam, że rodzice chcieli mi pomóc i je opłacić, ale powiedziałam: „nie, sama zarobię”. I choć minęły lata – dotrzymałam słowa. Skończyłam jedne studia, potem kolejne… i jeszcze trzy podyplomowe.
Przeżyłam naprawdę bardzo dużo – i nie o wszystkim chciałabym mówić. Były momenty, kiedy człowiek zostaje sam ze wszystkim… i naprawdę nie wie, co dalej. Nieraz płakałam z bezsilności.
Pamiętam też taki czas, kiedy miałam naprawdę niewiele. W jednym pokoju tylko podstawowe rzeczy – łóżko, telewizor, szafka. Drugi pokój… był pusty, bo nie miałam co w nim postawić. I wtedy bardzo pomogła mi koleżanka… której dziś już nie ma. Do dziś mam ją w sercu i nigdy tego nie zapomnę.
Mimo wszystko nigdy nie narzekałam. Uśmiech i „do przodu” – to dawało mi siłę. Na swojej drodze spotykałam też bardzo dobrych ludzi. Naprawdę dobrych.
Takich sytuacji mogłabym wymieniać wiele… Ale wiem też, że nie tylko ja miałam w życiu ciężko. Każdy niesie swój ciężar – często niewidoczny dla innych. I może właśnie dlatego dziś staram się być dla innych tym, kim kiedyś ktoś był dla mnie.
Czy pamięta Pani moment, w którym pomyślała: „to jest moja droga”?
Tak. To było jeszcze w Straży Miejskiej, kiedy zrobiłam swoją pierwszą akcję pomocową. Wtedy poczułam, że to ma sens.
Ale oczywiście przez całe życie starałam się pomagać — nawet będąc dzieckiem, np. udzielałam korepetycji innym, którzy mieli problemy w szkole, czy dzieliłam się tym, co miałam.
Jak wygląda Pani codzienna praca – ta, której mieszkańcy często nie widzą?
Dzień zaczynam służbą – od 6 rano, czasem do 14, a czasem do bardzo późnych godzin. Pracuję w Służbie Celno-Skarbowej, gdzie służba bywa wymagająca i odpowiedzialna. Jestem też kuratorem sądowym – i choć to trudna praca, to ją lubię, bo to jest prawdziwe życie i prawdziwe problemy ludzi.
Jako radna jestem blisko ludzi – i to nie jest dla mnie hasło, tylko codzienność. Człowiek jest mi naprawdę bliski. Problemy ludzi są różne – dla jednych mogą wydawać się małe, dla innych bardzo duże. Ale dla mnie każdy problem jest ważny, bo dla tego konkretnego człowieka to często coś bardzo trudnego.
Dlatego staram się działać konkretnie – jeśli mogę, rozwiązuję problem. Jeśli nie mam takiej możliwości – kieruję, podpowiadam, szukam drogi. A jeśli trzeba – po prostu jestem i wspieram.
Po powrocie z pracy odbieram rzeczy od osób, które chcą pomóc, i zawożę je tym, którzy sami nie mają jak ich odebrać. Organizuję akcje pomocowe, odbieram telefony, odpisuję na wiadomości… często bardzo trudne. To rozmowy o życiu, o śmierci, o bezradności.
Piszę wnioski do instytucji i urzędów, reaguję na zgłoszenia mieszkańców, szukam rozwiązań – tak, żeby realnie coś zmienić, a nie tylko obiecać.
Często myślę, jak pomóc wielu osobom jednocześnie – szczególnie w trudnych sytuacjach, gdzie nie ma jednego prostego wyjścia.
Często piszę wnioski, odpowiedzi czy wywiady nocami. To jest praca, która właściwie się nie kończy. Często po prostu… brakuje mi dnia.
Co w działalności społecznej daje najwięcej satysfakcji, a co bywa najtrudniejsze?
Największą satysfakcję daje mi to, że widzę realną pomoc i wdzięczność ludzi. Że ktoś dzięki temu ma lżej. Najtrudniejsze jest cierpienie innych… i to, że nie zawsze można pomóc tak, jakby się chciało. Czasami bezradność na system i specyfikę dzisiejszych czasów.
Mówi się o Pani jako o osobie bardzo serdecznej i bliskiej ludziom – jak buduje się takie relacje?
Po prostu rozmawiam. Z każdym – niezależnie od tego, kim jest. Bo dla mnie każdy człowiek jest ważny. Wysłucham, spróbuję pokierować, pomóc.
Jak reaguje Pani na krytykę – bo ta w działalności publicznej jest przecież nieunikniona?
Krytyka nie jest łatwa, ale jest potrzebna – bo może coś zmienić, dać do myślenia. Natomiast hejt… hejt boli. Często mam wrażenie, że ludzie piszą różne rzeczy, bo tak jest najłatwiej – zza telefonu, bez rozmowy, bez poznania drugiego człowieka. Być może nie przeżyli tego, co ja. Być może nie wiedzą, z czym na co dzień się mierzę. Nie chcę tych osób oceniać… ale wiem jedno – nie mogę się na tym zatrzymać. Bo gdybym zaczęła przejmować się każdą opinią, każdym komentarzem, to nie zrobiłabym nic. Dlatego wybieram działanie. A to, co dobre – zawsze będzie silniejsze niż to, co próbuje zatrzymać. Motywują mnie dobrzy ludzie i dobre słowa, a takich jest bardzo dużo.
Czy sukces w takim konkursie zmienia coś w postrzeganiu samej siebie?
Już sama nominacja jest dla mnie wygraną, bo oznacza, że ludzie widzą i doceniają to, co robię. Nie działam dla konkursów, ale jest mi bardzo miło, gdy dostaję wiadomości od znajomych czy rodziny. Często proszę, żeby nie wysyłali SMS-ów, żeby nie wydawali pieniędzy… ale ich serce jest silniejsze.
Nagroda motywuje, ale ja nie muszę jej dostawać, by działać o tym doskonale wszyscy wiedzą.
Jakie wartości są dla Pani najważniejsze?
Rodzina i bliscy. To oni są moją siłą. Dają mi sens, wsparcie i przypominają, co naprawdę jest ważne. Pomoc innym. Wierzę, że nawet małe gesty mogą zmienić czyjeś życie. Jeśli mogę pomóc — robię to. Szacunek do ludzi. Każdy zasługuje na godność, wysłuchanie i zrozumienie — niezależnie od sytuacji. Siła i wytrwałość. Życie mnie nie raz sprawdziło, ale nauczyło też, żeby się nie poddawać. Odpowiedzialność za słowa, decyzje i ludzi, którym coś obiecuję.
Czy jest coś, co chciałaby Pani jeszcze zmienić lub poprawić w swoim otoczeniu?
W sobie nie – bo to, co robię, to efekt wielu lat pracy, a nie chwilowego zrywu. W otoczeniu chciałabym więcej życzliwości. Bo dziś często narzekamy na rzeczy, które tak naprawdę nie są najważniejsze. A każdy człowiek ma swoje problemy – i jeśli ich nie ma… to dla mnie aż dziwne. Dlatego warto choćby się uśmiechnąć do drugiego człowieka.
Jak odpoczywa Pani po intensywnych dniach pracy?
Szczerze? Trudno mi odpoczywać.
Mam wrażenie, że nawet kiedy śpię, to dalej „pracuję”. Ale lubię dobry film – szczególnie kryminały – i muzykę.
Co daje Pani najwięcej energii do działania?
Satysfakcja po tym, że komuś pomogłam. Uśmiech i łzy wzruszenia drugiego człowieka.
Gdyby miała Pani opisać siebie w kilku słowach – jakie by to były?
Empatyczna, wytrwała, autentyczna… i oddana ludziom.
Co chciałaby Pani powiedzieć mieszkańcom, którzy oddali na Panią głos?
Dziękuję. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam. A jeśli coś było nie tak – proszę o kontakt. Zawsze spróbuję zrobić coś jeszcze lepiej. Wiem, że świata nie zbawię. Ale jeśli pomogę choćby kilku osobom – to już ma sens. Straciłam już w życiu wiele bliskich mi osób… I nie jest mi łatwo żyć bez nich. Może właśnie dlatego jeszcze bardziej rozumiem, jak kruche jest życie. Chciałabym też zaapelować do wszystkich, którzy mają w sobie dużo gniewu i złości… Pamiętajmy – jesteśmy tylko ludźmi. Każde życie kiedyś się kończy. Naprawdę warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, co jest ważne, a co nie. I przede wszystkim – szanować się nawzajem, nawet jeśli mamy inne zdanie.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}