Rodzice nie chcą, by ich dzieci zostały rozdzielone po latach wspólnej nauki. Miasto tłumaczy, że musi patrzeć na całą szczecinecką oświatę, jej koszty i organizację pracy szkół. We wtorek podczas Komisji Edukacji emocji nie brakowało, bo sprawa Szkoły Podstawowej nr 7 dotknęła nie tylko tabel i arkuszy organizacyjnych, ale przede wszystkim dzieci.
Wtorkowe posiedzenie Komisji Edukacji w Szczecinku trwało kilka godzin i momentami miało bardzo gorący przebieg. Tematem, który zdominował dyskusję, była sytuacja w Szkole Podstawowej nr 7, a dokładniej plany dotyczące klasy VI C.
W spotkaniu uczestniczyli członkowie komisji, radni spoza jej składu, lokalni politycy, przedstawiciele miejskiej oświaty oraz rodzice. To właśnie ich głos był najważniejszy, bo to oni zwrócili uwagę na problem i doprowadzili do szerszej dyskusji.
Punktem wyjścia był list zaniepokojonych rodziców uczniów klasy VI C. Chodzi o możliwą likwidację oddziału i przeniesienie dzieci do innych klas w tej samej szkole.
Dla rodziców to nie jest wyłącznie kwestia organizacyjna. Podczas dyskusji mówili o relacjach, które dzieci budowały przez lata, przyjaźniach, poczuciu bezpieczeństwa i stresie związanym z nagłą zmianą. Ich zdaniem rozbijanie klasy na tym etapie edukacji może odbić się na uczniach.
Wśród argumentów pojawiały się przede wszystkim dobrostan dzieci, obawa przed rozrywaniem wieloletnich więzi klasowych oraz pytanie, czy w takich sytuacjach finanse nie zaczynają ważyć więcej niż potrzeby uczniów.
Do sprawy odniósł się wiceburmistrz Maciej Makselon, który starał się tonować emocje. Podkreślał, że rozumie obawy rodziców, ale miasto musi patrzeć na oświatę jako całość.
– Sam mam dwóch synów. Do klasy jednego z nich przeszła część chłopców ze zreorganizowanej klasy, dlatego doskonale rozumiem Państwa emocje. Ale musimy na to patrzeć szerzej – z perspektywy systemu oświaty – podkreślał wiceburmistrz Makselon.
Wiceburmistrz zwracał uwagę, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej w szczecineckich szkołach. Przekonywał też, że samorząd nie traktuje edukacji jako miejsca prostych oszczędności.
– Co roku na szeroko pojętą edukację wydajemy około 100 milionów złotych. Jest to największa część budżetu miasta Szczecinek, przypomnę, że wydatki oscylują na poziomie około 270 milionów złotych. Na oświacie nigdy nie oszczędzaliśmy, co roku musimy dokładać kolejne środki – wyjaśniał.
Maciej Makselon zaznaczał również, że nie można wprost zestawiać wydatków na szkoły z miejskimi inwestycjami, takimi jak ronda, drogi czy chodniki. To różne części budżetu, finansowane i rozliczane w inny sposób.
Podczas posiedzenia szczegółowo omawiano również kwestie finansowe i organizacyjne. Głos zabierali przedstawiciele Komunalnego Centrum Usług Wspólnych oraz dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7 Maciej Kazimierski.
Dyrektor szkoły wyjaśniał, że ostateczna decyzja w sprawie reorganizacji klasy jeszcze nie zapadła. To ważna informacja dla rodziców, którzy przyszli na komisję z obawą, że sprawa jest już przesądzona.
Cała dyskusja pokazała jednak, jak trudne są decyzje dotyczące szkół. Dla samorządu to liczby, arkusze organizacyjne, godziny pracy nauczycieli i wydatki. Dla rodziców to konkretne dzieci, ich codzienność i relacje w klasie.
Na ten moment najważniejsze jest to, że sprawa klasy VI C w Szkole Podstawowej nr 7 pozostaje otwarta. Rodzice przedstawili swoje argumenty, a miasto i szkoła przedstawiły swoje wyjaśnienia.
Wtorkowe spotkanie nie zakończyło emocji wokół „Siódemki”. Raczej pokazało, że reorganizacja szkolnych oddziałów to temat, który trudno sprowadzić wyłącznie do finansów. Bo choć budżet miasta ma swoje granice, dla rodziców granicą jest moment, w którym decyzje administracyjne zaczynają wchodzić w życie ich dzieci.
::news{"type":"see-also","item":"54533"}
