Lifestyle

Zamknij
Na zdjęciu Państwo Irena i Władysław Wojciechowscy

Tysiące historii zapisanych w porcelanie. „Białe złoto” wciąż zachwyca

Magdalena Michalska Magdalena Michalska 08:04, 06.06.2026

Tysiące historii zapisanych w porcelanie. „Białe złoto” wciąż zachwyca

Kilka tysięcy eksponatów, dziesiątki lat poszukiwań i niegasnąca fascynacja „białym złotem”. Irena i Władysław Wojciechowscy od lat gromadzą przedwojenną porcelanę, ratując od zapomnienia wyjątkowe świadectwa dawnych czasów. Rozmawiamy dziś o pasji, która zaczęła się od jednego dzbanka, o najcenniejszych znaleziskach i sztuce pięknego życia.

Państwo Irena i Władysław Wojciechowscy

Jak zaczęła się Państwa przygoda z kolekcjonowaniem porcelany?

Porcelana zawsze była obecna w moim sercu, ponieważ pochodzę z domu gdzie przedwojennej, poniemieckiej porcelany było sporo, a rodzice bardzo dbali by te piękne naczynia przetrwały do czasu dorosłości dzieci. Każdego dnia jedliśmy posiłek na eleganckich talerzach i celebrowaliśmy popołudniowe herbatki podawane w filiżankach. W latach 80-tych, kiedy poznałam przyszłego męża, nasze wspólne urządzanie życia rozpoczęliśmy od zakupu pięknego serwisu do kawy.

Pan Władysław: Żona zaraziła mnie pasją do porcelany, choć „bakcyl kolekcjonera” połknąłem już wcześniej, bo jak wiele innych osób zbierałem znaczki i trochę interesowałem się numizmatyką. Od ponad trzydziestu lat oboje kochamy jednak porcelanę.

Czy pamiętają Państwo pierwszy eksponat w swojej kolekcji?

Wszystko zaczęło się od wizyty na Jarmarku Dominikańskim. Zachwycił nas dzbanek w kolorze ecru z eleganckimi złoceniami. Okazało się, że pochodził on z niemieckiej manufaktury Kahla. Rok później, również na Jarmarku Dominikańskim dokupiliśmy do niego cukiernicę. Do dziś stoją w witrynie i przypominają o początkach pasji.

Zestaw do kawy Hutschenreuther 1939

Co odróżnia porcelanę naprawdę cenną od zwykłej użytkowej?

Pan Władysław: Najcenniejsza porcelana jest wyrabiana ręcznie. Dziś wszystko wytwarza się metodą przemysłową, bo kupując naczynia, mamy z tyłu głowy że te muszą być trwałe i nadawać się do zmywarki. To oczywiście bardzo potania proces produkcji, ale też ujednolica ofertę. Przed wiekami, chłop jadł z miski drewnianej, szlachcic i magnat z porcelany. Bo za takim wyrobem stała pewna renoma, określony splendor. Sam talerz był zresztą dziełem sztuki, łączącej wysiłek kilku artystów. Od rodzaju glinki i składu chemicznego - chronionych ścisłymi patentami, po wzornictwo i sposób malowania charakterystyczny dla określonej manufaktury. Biorąc takie naczynie w rękę obcuje się po prostu z „białym złotem”.

 

Świecznik Nymphenburg 1754–1850

Jaki rodzaj porcelany fascynuje Państwa najbardziej?

Nasza kolekcja opiera się tylko i wyłącznie na zbiorach przedwojennych. To rodzaj misji jaką obraliśmy. Staramy się ocalić te przedmioty od zapomnienia. Jednocześnie zaznaczamy, że są to naczynia użytkowe. Podejmujemy na nich gości i sezonowo zmieniamy zastawy na których jemy. Uprawiamy w ten sposób sztukę pięknego życia, nawet jeśli to piękno przejawia się tylko w takich drobiazgach.

Filiżanka ze spodkiem tzw. "Kakiemon" Miśnia 1924–1934]

Na co laik powinien zwrócić uwagę kierując się wyborem serwisu?

Pan Władysław: Proponuję by poprzestał na tym co mu się podoba. Bo filiżanka ma mieć odpowiednią pojemność i kształt, być wygodna w użytkowaniu i cieszyć oko. Tak zaczyna się kolekcjonerstwo – od zachwytu, od doznania estetycznego. Jeden pokocha róże, inny złocenia, a jeszcze ktoś sygnatury i oznaczenia które są pod spodem, które dla przeciętnego użytkownika nic nie znaczą. Postawa w której od razu szacuję, wyceniam i spieniężam, w istocie zabija kolekcjonerstwo. To już nie radość z pasji, ale zwykły handel.

Które manufaktury są najbardziej cenione przez kolekcjonerów?

Jest kilka marek które doceni każdy kolekcjoner. Jedną z nich jest Rosenthal - bawarska porcelana wyróżniająca się nie tylko bogatą historią, ale również niezwykłą precyzją rzemieślniczą oraz unikatowym designem. To naczynia w pierwszym gatunku, bo Rosenthal nie pozwoliłby wypuścić na rynek niczego z najmniejszą nawet skazą. Słyną na przykład ze złoceń brabanckich, czyli bordiury z matowego i błyszczącego złota dającej lekko trójwymiarowy deseń. Ich hitem sprzedażowym pozostaje kolekcja „Biała Maria” zaprojektowana przez Philipa Rosenthala w 1916 roku z dedykacją dla żony Marii de Beurges.

Jednak najbardziej cenioną marką jest porcelana miśnieńska, produkowana od 1710 roku, najpierw w Dreźnie a później z rozkazu króla i dla zachowania tajemnicy - na zamku w Miśni. Z tą marką łączy się zresztą fascynująca historia. Założycielem manufaktury był Augusta II Mocny, który zlecił alchemikom: Ehrenfriedowi Walterowi von Tschirhausowi i Johannowi Friedrichowi Böttgerowi, odkrycie formuły produkcji złota. Tej misji nie podołali, jednak przez przypadek dokonali udanego procesu wytwarzania porcelany. Miśnieńska porcelana była i nadal jest produkowana ręcznie i tak też malowana, a symbolem jej luksusowej jakości jest rozpoznawalny na całym świecie znak firmowy – sygnatura w formie skrzyżowanych mieczy.

Patera Miśnia 1815–1860

Pan Władysław: Szczególnie cenię porcelanę marki Hutschenreuther. Jej historia sięga 1814 roku, kiedy to młody malarz Carolus Magnus Hutschenreuther założył w Bawarii pierwszą prywatną manufakturę porcelany. W początkach działalności największym zainteresowaniem cieszyły się bogato dekorowane kubki oraz eleganckie patery przeznaczone do serwowania owoców i deserów. Z biegiem lat marka wypracowała własny, rozpoznawalny styl, łącząc wysoką jakość wykonania z estetyką, która pozwala czerpać radość z codziennych chwil. Do dziś wyroby Hutschenreuther są cenione zarówno przez kolekcjonerów, jak i osoby poszukujące wyjątkowych i ponadczasowych pomysłów na prezent.

Zestaw śniadaniowy Carl Tielsch 1939]

A polskie wyroby?

Jako miłośniczka sztuki przedwojennej, wymienię trzy manufaktury porcelany, które znajdowały się w granicach ówczesnej Polski: Korzec i Baranówka (obydwie na Wołyniu) oraz Ćmielów. W tej ostatniej powstał prawdziwy klejnot polskiego rzemiosła, czyli porcelana różowa. Jej twórcą był Bronisław Kryński – wybitny inżynier chemik To właśnie on w latach trzydziestych XX wieku opracował unikalną recepturę którą opatentował w 1936 roku. Wynalazek szybko zwrócił uwagę swoją oryginalnością, jednak wybuch II wojny światowej przerwał dalszy rozwój tej technologii. Kryński zginął w obozie koncentracyjnym, a wraz z nim zdawała się odejść tajemnica produkcji niezwykłej porcelany. Przez dziesięciolecia podejmowano próby odtworzenia utraconej receptury. Udało się to dopiero dzięki zachowanym dokumentom i notatkom Kryńskiego, które jego córka Zofia, przekazała Adamowi Spale – obecnemu właścicielowi ćmielowskiej manufaktury.

Cukiernica "Favorit" SORAU 1919–1939]

Jak zmieniały się style i wzornictwo porcelany na przestrzeni lat?

Pan Władysław: Nie łączyłbym tak ściśle porcelany z epokami, a raczej gustem i zasobnością portfela zamawiających towar. To królowie, książęta, szlachta i bogate mieszczaństwo decydowali o tym jak liczny będzie komplet, jaki kształt będą miały naczynia i jak zostaną udekorowane. Dlatego często znajdujemy na nich herby i znaki rodowe albo portrety członków rodziny sponsora.

W całym światowym wzornictwie obserwujemy zwrot w kierunku minimalizmu. I to nie jest tylko decyzja estetyczna, ale znak czasów. Zmienia się to co uważamy za cenne i ważne. Zmieniły się mieszkania w których żyjemy, zmieniła się moda. Wszyscy za czymś pędzą, prawie każdy ma telefon komórkowy, nie celebrujemy już chwil…przedwojenna porcelana nie wpisuje się w ten trend.

Gdzie poszukują Państwo wyjątkowych egzemplarzy do swojej kolekcji?

Możemy liczyć na przyjaciół i rodzinę, którzy znają nasze zamiłowania. W Polsce organizowane są też tradycyjne targi staroci. Na przykład dwa razy do roku kolekcjonerzy przybywają do Jeleniej Góry gdzie można znaleźć prawdziwe perełki. Prawdziwym fenomenem jest wieś Czacz w województwie wielkopolskim położona tuż przy trasie ekspresowej S5. To jedyne takie miejsce w kraju, które przekształciło się w całości w gigantyczne targowisko z antykami, starociami, a nawet militariami. Dosłownie każdy dom i podwórko służą tam jako punkt handlowy! Prawdziwe zakupowe szaleństwo ogarnęło nas w sklepiku antykwarycznym w Miśni, który napotkaliśmy idąc do muzeum. Jest też możliwość zakupu przez Internet. Niektóre „porcelanki” można kupić tylko tam.

Czy zdarzyło się Państwu znaleźć prawdziwego „białego kruka”?

Pan Władysław: Mam dwa takie skarby. Mój wybór padł na kabaret „z rakiem” marki Sophienau, czyli coś na co polowałem całe lata! Jest to naczynie dwudzielne z uchwytem w kształcie raka lub homara, służące do podawania drobnych przekąsek i słodyczy. Kabarety doskonale odzwierciedlają kulturę stołu przełomu XIX i XX wieku, kiedy ogromne znaczenie miała nie tylko jakość serwowanych potraw, ale również ich oprawa. Natomiast drugim wyborem jest świecznik Nymphenburg, z końca XIX wieku. Posiada bogate wzornictwo i zapewniam, że jest bardzo oryginalny.

Filiżanka ze spodkiem Miśnia 1830

Ja wskazałabym dwa – bardzo drogie – przyprawniki/figurki z miśnieńskiej porcelany. Marzyłam właśnie o takich. Przedstawiają one postacie pani i pana w pozycji półleżącej, trzymające miseczki na przekąski. Poza tym białym krukiem są z pewnością kubki na wodę wyprodukowane w manufakturze Carla Tielscha, które są teraz prezentowane w Szczecineckim Muzeum Regionalnym. Są na nich widoczne fotografie autentycznych osób które mieszkały w Wałbrzychu. Tielsch produkował wiele przedmiotów na specjalne zamówienie i lubił obdarowywać najbliższych. Kto wie, może to jego krewni są na portretach?

Figurki/przyprawniki Miśnia 1934

Czy kolekcjonerstwo wymaga bardziej cierpliwości czy wiedzy?

Pan Władysław: Tego nie da się rozdzielić. Muszę mieć wiedzę o tym czego i gdzie szukam i oczywiście cierpliwość by swoje poszukiwania uwiecznić sukcesem. Dlatego właśnie my podjęliśmy decyzję, że zbieramy głównie eksponaty przedwojenne z manufaktur znajdujących się na obecnych terenach Polski, w Saksonii, Bawarii i Turyngii. Oczywiście była pokusa by zbierać jeszcze francuską Limoges, czy przepiękną czeską Moritz Zdekauer, ale doszliśmy do wniosku, że nie można mieć wszystkiego. Nasz dom i tak wypełniają tysiące eksponatów, co może być czasami przytłaczające.

Jakie emocje towarzyszą odnalezieniu wymarzonego przedmiotu?

Pan Władysław: Jak na polowaniu. Miesiącami poszukujemy celu, oglądamy go, myślimy o nim. Czasem kalkulujemy czy na pewno stać nas na taki wydatek. W końcu udaje się go namierzyć i zdobyć. Towarzyszy temu eksplozja radości i wyrzut endorfin. Nowy przedmiot często wymaga solidnego mycia, a później tygodniami cieszy nas stojąc w eksponowanym miejscu, niczym łowieckie trofeum.

Żardiniera Miśnia 1850–1924

Jak wygląda środowisko kolekcjonerów — to bardziej rywalizacja czy współpraca?

Pan Władysław: Muszę przyznać, że nigdy nie spotkaliśmy się z negatywnymi emocjami wśród osób podzielających nasze zainteresowania. Wśród miłośników porcelany panuje zgoda i współpraca. My sobie pomagamy i staramy się by brakujący fragment kolekcji trafił tam gdzie dopełni „wielkie dzieło”. Co więcej kolekcjonerzy kibicują sobie nawzajem i cieszą się ze swoich osiągnięć. Jest na przykład małżeństwo - Irena i Roman Gatysowie z Nakła Śląskiego, którzy pokochali porcelanę tak bardzo, że napisali o niej kilka książek. My ich bardzo podziwiamy.

Czy młode pokolenie interesuje się dziś kolekcjonerstwem?

W naszej rodzinie niestety nie. Syn i synowa nie są zainteresowani. Wnuczka jest artystką, ale preferuje sztuki plastyczne. Być może kiedyś wnuk odnajdzie w sobie trochę pasji. Idealnym rozwiązaniem dla nas byłoby stworzenie prywatnego muzeum, ale cóż…nie jest to takie proste!

Czy kolekcjonowanie zmieniło sposób patrzenia na codzienne przedmioty?

To jest nieunikniona konsekwencja obcowania z pięknem. Nam nie jest wszystko jedno jak mieszkamy, czym się otaczamy i na czym jemy. Gdy wpada do mnie sąsiadka to ja nakrywam stół eleganckim obrusem, podaję jej herbatę w ulubionej filiżance, a ciasto jemy pięknymi sztućcami. Porcelanowa zastawa jest sposobem by uhonorować naszych gości, docenić ich, wyróżnić.

Patera w drobne kwiatki Miśnia 1815–1860

Co chcieliby Państwo przekazać osobom, które dopiero odkrywają świat porcelany?

Żeby nie patrzyły na nią jak na inwestycję, ale jak na źródło radości. Każda kolekcja zaczyna się od jednego przedmiotu, który po prostu skradnie serce.

Dodaj komentarz

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
0%