W pomoc uchodźcom z Ukrainy oraz tym, którzy wciąż pozostali toczyć walki w swoim kraju, zaangażowało się wiele instytucji, firm i osób prywatnych. Wsparcie to przybiera najrozmaitsze formy - od przyjmowania obywateli ukraińskich pod swój dach, zapewniając im schronienie, poprzez przekazywanie rzeczy pierwszej potrzeby, po wpłacanie darowizn na ich rzecz.
Również m.in. sieć sklepów Biedronka postanowiła wesprzeć naszych wschodnich sąsiadów, organizując różnego rodzaju wielokierunkowe akcje pomocowe. Jedną z nich jest udostępnienie swoim klientom możliwości przekazania datku na rzecz Ukrainy podczas płacenia za zakupy – można to zrobić zarówno w kasach samoobsługowych, jak i przy zwykłej kasie. Jednak forma, w jakiej się to odbywa, niekoniecznie odpowiada klientom, którzy często czują się dość niezręcznie w tej sytuacji. O sprawie poinformowała nas Pani Irena, stała klienta jednego ze sklepów sieci Biedronka.
- Zakupy robię tu kilka razy w tygodniu. Mam tu najbliżej, ceny są przystępne, dużo towaru do wyboru, więc zazwyczaj właśnie odwiedzam Biedronkę, bo nie ma sensu szukać innego sklepu, skoro ten mi odpowiada. A właściwie odpowiadał, bo ostatnio zakupy, a konkretnie płacenie za nie, wprawia mnie w zakłopotanie.
– mówi nasza Czytelniczka.
- Płacąc za zakupy kasjerka za każdym razem pyta, czy chcę przekazać datek na Ukrainę. Przekazałam raz, drugi raz, ale za trzecim razem musiałam odmówić. Jestem emerytką, sama czasami staram się związać koniec z końcem, więc zwyczajnie nie stać mnie na to, żeby kilka razy w tygodniu przekazywać pieniądze. A czuję się do tego nagabywana. Wiem, mogę powiedzieć „nie”. I tak też zrobiłam za trzecim razem. Kasjerka spytała, czy chcę przekazać datek, musiałam powiedzieć, że nie chcę. A za mną stała długa kolejka i wszyscy to słyszeli i patrzyli na mnie. Poczułam się jak „chytra baba”, która nie chce pomóc ludziom w trakcie wojny. Byłam zwyczajnie zawstydzona.
Kołdra, komplet pościeli, dwa koce, kilka poduszek, trochę suchego jedzenia z długim terminem przydatności, trochę zabawek dla dzieci, z których wnukowie już wyrośli a które wciąż były w mieszkaniu, dwie reklamówki ubrań po zmarłym mężu… wylicza Pani Irena. – Tyle przekazałam dla uchodźców. Tyle miałam i tyle mogłam dać. Na więcej zwyczajnie mnie nie stać. Dlatego przestałam robić zakupy w Biedronce. Nie mogę wpłacać co chwilę datków i nie chcę czuć się niezręcznie odmawiając za każdym razem. Zwyczajnie też chyba się wstydzę, kiedy muszę odmówić.
- Wiem, że to nie jest wina kasjerek. Zdaję sobie sprawę z tego, że mają taki przykaz, żeby pytać klientów. To polityka firmy. Zbierają od klientów pieniądze, a później ogłaszają, że to Biedronka przekazała tyle i tyle pieniędzy. Nie tak to powinno się odbywać. I nie kosztem komfortu klientów – dodaje Pani Irena.
Wiele naszych tekstów powstaje dzięki Waszym listom. Gorąco zachęcamy do nadsyłania listów pod adres k[email protected]
