Polityka ma jedną zaletę – nigdy nie jest nudna. Ma też jedną wadę – nigdy nie jest nudna. Bo kiedy człowiek myśli, że już wszystko widział, scena polityczna - nawet ta lokalna - potrafi zaskoczyć jak serial, który nagle zmienia scenarzystę.
W najbliższy weekend odbędą się wybory powiatowych struktur Koalicji Obywatelskiej. Niby sprawa wewnętrzna partii, która dla większości mieszkańców powinna być równie ekscytująca jak zebranie wspólnoty mieszkaniowej. W praktyce – jak to w małym mieście – temat dla całego miasta.
Bo KO w Szczecinku to nie tylko partia. To raczej system operacyjny lokalnej polityki.
A zanim delegaci wrzucą swoje głosy do urny, temperatura już zdążyła wyraźnie wzrosnąć.
Radni już poza drużyną
Najpierw formalności, które formalnościami są tylko z nazwy. Klub Radnych Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miasta Szczecinek właśnie oficjalnie wyrzucił ze swojego grona trzech radnych: Szymona Kiedla, Jacka Lesiuka i Krzysztofa Zawadę.
Co ciekawe, decyzja zapadła jednogłośnie. Czyli wszyscy zgodnie uznali, że koledzy z drużyny kolegami już nie są.
Temat nie jest nowy. Informacje o konflikcie pojawiały się już kilka tygodni temu, ale dopiero teraz dopełniono formalności i sprawa została przypieczętowana.
Powód? Oficjalnie – spójność programowa i wierność zobowiązaniom wyborczym. W tle oczywiście bezpłatna komunikacja miejska.
A w skrócie? Trzej radni zagłosowali tak, jak chciał burmistrz, czyli polityczna konkurencja. W języku partyjnym: złamali dyscyplinę. W języku bardziej ludzkim: zagłosowali inaczej niż reszta klubu. A jak twierdzą niektórzy – po prostu zgodnie ze swoim sumieniem.
W polityce to bardzo ryzykowna praktyka.
List od „zatroskanego mieszkańca”
I kiedy wydawało się, że to już wystarczająco dużo emocji jak na jeden tydzień, pojawił się kolejny wątek.
Niemal w tym samym czasie po szczecineckich redakcjach zaczął krążyć anonimowy list podpisany przez „zatroskanego mieszkańca Szczecinka”. Autor pisze z dużym przejęciem o Platformie, demokracji i moralnym kryzysie lokalnych struktur.
Krótko mówiąc – według autora w lokalnej KO dzieje się źle, a obecne kierownictwo prowadzi partię w bardzo niebezpiecznym kierunku.
Anonim trzeba przyznać – napisany całkiem sprawnie. Ktoś się przyłożył. Ktoś dobrze zorientowany.
Pojawia się tylko jedno pytanie: kto?
Polityczne zmartwychwstanie
Bo jak na złość w tym samym czasie w strukturach partii zaczęli pojawiać się dawni działacze KO. Tacy, którzy przez ostatnie lata raczej nie byli szczególnie widoczni.
Teraz nagle przypomnieli sobie o członkostwie i – jak mówią wtajemniczeni – zaczęli szybko regulować zaległe składki.
Wygląda to trochę tak, jakby ktoś przypomniał im, że w partii wciąż mają krzesła… i dobrze byłoby z tych krzeseł wstać, przyjść na wybory i wrzucić odpowiednią kartkę do urny. Oczywiście na właściwą kandydatkę.
Zbieg okoliczności?
Być może.
W kuluarach mówi się oczywiście, kto może stać za tym politycznym ożywieniem. Ale ponieważ oficjalnie nikt nic nie wie, my też nic nie wiemy.
Wiemy tylko tyle, że w weekend odbędą się wybory.
Gra o powiat
Marcin Kaszewski już jakiś czas temu jasno powiedział, że nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję na stanowisku szefa miejskich struktur KO, bo jego celem jest przewodniczenie strukturom powiatowym.
Sprawa wydawała się oczywista.
Ale oczywiste rzeczy mają to do siebie, że nagle przestają być oczywiste.
Coraz częściej mówi się bowiem o kontrkandydatce Grażynie Kuszmar – przewodniczącej Rady Miasta Szczecinek z klubu… Koalicji Obywatelskiej, czyli również z tej samej ekipy.
I tu robi się naprawdę ciekawie.
Bo jeśli powiatowe struktury obejmie Marcin Kaszewski, to – jak mówią wtajemniczeni – w praktyce stery w lokalnej KO pozostaną w rękach środowiska Daniela Raka.
Jeśli natomiast wybory wygra Grażyna Kuszmar, układ może się zmienić, a więcej do powiedzenia może mieć środowisko – jak z przekąsem mówią niektórzy – „zatroskanych mieszkańców Szczecinka”, którzy ostatnio wyjątkowo aktywnie interesują się losem lokalnej KO.
Jak będzie? Zobaczymy.
A gdzie w tym wszystkim „trzecia droga”?
Jedno jest pewne: jeszcze niedawno byli to ludzie, którzy wspólnie startowali w wyborach, wspólnie prowadzili kampanie i wspólnie przekonywali mieszkańców, że grają w jednej drużynie. Dziś coraz częściej stoją po przeciwnych stronach barykady.
Takie polityczne trzaskanie się wewnątrz ugrupowania, które od lat realnie decyduje o tym, jak wygląda Szczecinek, zawsze jest sygnałem dla czegoś, co w polityce nazywa się trzecią drogą.
Problem polega tylko na tym, że tej drogi w Szczecinku jakoś nie widać.
Może jest w budowie – jak S11 do Bobolic, która wkrótce ma być gotowa. A może dopiero w planach – jak S11 w stronę Piły. Czyli niby wszyscy wiedzą, że kiedyś powstanie… ale na razie na mapie jej nie ma. Jest jeszcze kolejna opcja: remont starych dróg. Tylko czy to się w ogóle opłaca, skoro są już mocno dziurawe?
