W sercu Szczecinka, z potrzeby tworzenia i dzielenia się pięknem, powstało miejsce wyjątkowe. Kasia Salmanowicz prowadzi tu „Artistiko” – pracownię warsztatową oraz sklep artystyczno-rękodzielniczy, w którym dzieci, młodzież i dorośli mogą odkrywać swoje talenty, rozwijać wyobraźnię i po prostu – podarować sobie czas na twórczą radość. To przestrzeń, w której pasja spotyka się z uważnością, a sztuka staje się sposobem na bycie razem.
Pamięta Pani moment, w którym papier przestał być tylko papierem, a stał się tworzywem artystycznym?
To nie był jeden moment – raczej dłuższy proces. Od 2013 roku tworzę zawodowo i przez te lata przekonałam się, że papier daje niemal nieograniczone możliwości budowania klimatu, historii i emocji.
Scrapbooking, czyli ręczne tworzenie kartek, albumów i pamiątek, to nie tylko papier i klej. To kompozycja, warstwy, faktura, detale. Zaczyna się od zdjęcia albo okazji – ślubu, urodzin, chrztu. A potem dobiera się kolory, dodatki, elementy przestrzenne. Każda praca ma opowiadać historię.
Jak wyglądała Pani droga do stworzenia pracowni?
Zaczęło się od decoupage’u – to tam stawiałam pierwsze kroki. Później przyszedł scrapbooking, a wreszcie mixed media, czyli technika, w której dziś odnajduję się najlepiej. Z czasem pojawiła się także potrzeba stworzenia własnej marki i własnych produktów. Tak powstało miejsce, w którym nie tylko tworzę, ale również prowadzę warsztaty i spotykam ludzi z podobną pasją.
Pracownia to dziś coś więcej niż miejsce pracy. To przestrzeń, w której rodzą się pomysły, testuję nowe rozwiązania i projektuję kolekcje materiałów trafiające do rękodzielników w całej Polsce. To także miejsce spotkań i wspólnego tworzenia.
Do jakich technik wraca Pani najchętniej?
Z ogromnym sentymentem wracam do decoupage’u. To klasyczna technika zdobienia – wycina się motyw, nakleja na drewno, szkło czy HDF i zabezpiecza tak, by wyglądał jak namalowany. Lubię również warstwowe kompozycje w scrapbookingu oraz mixed media, które dają największą swobodę.
To łączenie papieru z farbami, pastami strukturalnymi, tuszami czy elementami przestrzennymi. Tu nie chodzi o idealnie równą kompozycję, lecz o klimat i charakter. Czasem pęknięcie, rozlanie farby czy przypadkowe rozdarcie staje się najmocniejszym punktem pracy.
Czy papier łatwo „wybacza” błędy?
Oczywiście. Zdarza się, że coś utnie się nierówno albo klej złapie nie tam, gdzie trzeba. Papier ma jednak tę zaletę, że można dołożyć kolejną warstwę, przykryć fragment innym elementem, przesunąć akcent. W technice mixed media „błąd” bardzo często staje się atutem.
[FOTORELACJA]9525[/FOTORELACJA]
Skąd najczęściej czerpie Pani inspiracje? Z natury, z ludzi, z historii?
Inspiracje przychodzą z różnych stron, ale najczęściej z codzienności. Uwielbiam okres przedświąteczny i prace tematyczne – wtedy organizuję liczne warsztaty dla różnych grup wiekowych. Teraz, gdy zbliżamy się do Wielkanocy, oferuję zajęcia dla grup szkolnych i przedszkolnych, także z dojazdem do świetlic.
Tworząc prace na zamówienie, intuicyjnie sięgam po naturalne odcienie: beże, zgaszone brązy, przybrudzone róże. Lubię łączyć delikatność z mocniejszym akcentem. Motywy kwiatowe regularnie do mnie wracają, podobnie jak elementy nostalgiczne czy vintage.
Czy zdarza się, że pomysł dojrzewa tygodniami, zanim trafi na papier?
Tak, bywa, że pomysł dojrzewa długo – i to dobrze. Nie trzeba robić wszystkiego od razu. Warto dać sobie czas, przygotować odpowiednie materiały i po prostu cieszyć się chwilą tworzenia.
Jak zmienia się atmosfera, gdy do pracowni wchodzą inni ludzie?
Przestrzeń zaczyna żyć. Pojawia się więcej energii, rozmów, śmiechu. Lubię moment, gdy ktoś przełamuje strach przed pierwszym cięciem papieru. To piękne, kiedy pracownia przestaje być tylko moja i staje się wspólna.
Cenię chwile, gdy uczestnicy zadają pytania i wzajemnie się dopingują. Często są zaskoczeni, że nie trzeba umieć rysować. Wystarczy wybierać, wycinać, układać, łączyć. A potem nagle z płaskich elementów powstaje coś z głębią i światłem. Bardzo często właśnie podczas naszych spotkań ktoś odkrywa w sobie talent do koloru czy kompozycji, o który wcześniej się nie podejrzewał. Na początku słyszę: „ja tu tylko spróbuję”, a pod koniec warsztatów widzę niedowierzanie i dumę. To jedne z najpiękniejszych momentów tej pracy.
A czego uczy się Pani od swoich kursantów?
Świeżego spojrzenia. Łączą rzeczy, których ja bym nie połączyła. Pokazują, że nie ma jednej słusznej drogi.
W świecie szybkich obrazów i cyfrowych treści ręczna praca z papierem wciąż ma sens?
W takiej rzeczywistości praca z papierem ma ogromne znaczenie. To proces wymagający uwagi. Kiedy wycinasz, kleisz, budujesz warstwy – jesteś tu i teraz. To trochę jak zatrzymanie się w biegu.
Tworzenie „powoli” ma dziś szczególną wartość. Wkłada się w nie czas, emocje i uważność. Każdy detal coś znaczy. To nie jest masowy produkt, jeden z wielu na rynku. Rzeczy wykonane własnymi rękami mają inny ciężar – nie dlatego, że są idealne, ale dlatego, że są czyjeś. I to naprawdę się czuje.
Rozmawiała Magdalena Michalska
To nie był jeden moment – raczej dłuższy proces. Od 2013 roku tworzę zawodowo i przez te lata przekonałam się, że papier daje niemal nieograniczone możliwości budowania klimatu, historii i emocji.