Zamknij
REKLAMA

Jestem głodny kolorów - wywiad z Jackiem Juriewiczem, szczecineckim malarzem.

08:11, 01.03.2021 | Rozmawiała Magdalena Michalska
Skomentuj fot. archiwum artysty
REKLAMA

Choć od dawna wiadomo, że nad Trzesieckiem nie brakuje osób utalentowanych, to jednak twórczość Jacka Juriewicza zostawia w pamięci trwały ślad. Na jego unikalny styl składają się żywe barwy, odważna kompozycja i śmiałe pociągnięcia pędzlem. Zapraszam do przeczytania rozmowy.

Co spowodowało, że zdecydował się Pan poświęcić swoje życie sztuce? Jaki był pierwszy impuls?

Nie pamiętam konkretnego momentu, ale sztuka fascynowała mnie „od kołyski”. Mama wspominała, że byłem jednym z tych dzieci, które nie plątały się pod nogami, gdy tylko dostały do ręki kredki i czystą kartkę. Poza tym pasjami podglądałem przy pracy, malującego brata ciotecznego. Domagałem się, aby rysował dla mnie sceny batalistyczne i militaria. Uczucie, którego doznawałem patrząc na powstający obraz mogę opisać jako „dreszcze”… Kiedy w szkole podstawowej, po raz pierwszy sięgnąłem po album z reprodukcjami sztuki polskiej, wiedziałem, że idolami moich wczesnych lat zostaną Jan Matejko i Juliusz Kossak. Największym marzeniem tamtego okresu było natomiast zobaczenie na żywo „Bitwy pod Grunwaldem”. Spełniłem je podczas wycieczki do Warszawy i odwiedzin w Muzeum Narodowym. Obraz okazał się jeszcze wspanialszy niż przypuszczałem, więc stałem przed nim oniemiały. Wówczas też postanowiłem zdawać do Liceum Plastycznego w Koszalinie.

Ale kierunkowego wykształcenia akademickiego Pan nie zdobył.

Po pewnym czasie z Koszalina wróciłem do Szczecinka. Byłem przekonany, że po maturze i tak przyjmie mnie Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu. Egzaminu wstępnego jednak nie zdałem… Moje prace dostrzegła za to pewna artystka z Niemiec i zafascynowana tym co zobaczyła, postanowiła mi pomóc. To dzięki niej zorganizowano mi pierwszą, od razu zagraniczną wystawę w Uelzen (dawne RFN). Był rok 1987 i ku mojej zgubie wystawa odniosła duży sukces. Zamiast uczyć się i zdawać na inne uczelnie, do Gdańska lub Warszawy, zyskałem poklask i silne przekonanie, że jestem „wielkim artystą”. Los sprzyjał mi jednak krótko, pseudo sława minęła, a faktyczne braki w warsztacie pozostały. Musiałem podwinąć ogon, rozprawić ze złudzeniami na własny temat i nareszcie zacząć uczyć się malować.

od lewej: "Daria Irena", portret autora i "Red hair"

Dziś patrząc na Pana trudno dostrzec buntownika lub ekscentrycznego artystę.

Mam nadzieję, że to dlatego że dojrzałem! To, co mam do powiedzenia mają wyrażać obrazy. Moja osoba (przyznaję, że zwyczajna) jest najmniej ważna. Nie uznaję autopromocji na siłę, fałszywej filozofii dodawanej do prac. Mierzi mnie przegadana sztuka!

Dlaczego wybrał Pan akurat takie medium?

W istocie kocham nie tylko farby. Podstawą każdej pracy jest rysunek. Uważam, nawet że jestem lepszym rysownikiem niż malarzem. Czasem koloryzuję swoje rysunki akwarelą, chętnie sięgam po suche pastele. Gdyby zliczyć całościowo, z pewnością stworzyłem więcej pasteli niż obrazów akrylowych.

Jak wygląda Pana pracownia?

To twórczy chaos, do którego nie zapraszam osób niepowołanych. Pracuję w piwnicy, przy solidnym, choć sztucznym oświetleniu. Nie są to może warunki optymalne, ale łatwiej mi wyobrazić sobie jak będzie wyglądał gotowy obraz w konkretnym wnętrzu. Malarstwo plenerowe, uprawiane wyłącznie przy świetle dziennym, niesie w moim przekonaniu większe ryzyko „płaskości”.

Ma Pan jakiś sekretny rytuał? Jakieś warunki, które muszą zostać spełnione, nim przystąpi Pan do pracy?

Zaczynam malować o szesnastej. Wcześniejsze godziny – słabsze pod względem energii – przeznaczam na załatwianie codziennych spraw. Podczas pracy zwykle towarzyszą mi kawa i papierosy. Pomaga też muzyka, zarówno klasyczna jak i rokowa. Lubię zwłaszcza Deep Purple i Led Zeppelin, chociaż ostatnio zdarzyło mi się również sięgnąć po Fatboy Slim, czyli coś bardziej elektronicznego. Muzyka jest w ogóle wspaniałym nośnikiem emocji, więc stale się nią otaczam. Jako młody człowiek miałem nawet epizod grania na basie w amatorskim zespole rockowym! To były czasy… Dziś myślę o nich z sentymentem.

Jakie tematy dominują w Pana twórczości?

Kiedyś pociągała mnie sztuka katastroficzna, dziś są to „pejzaże twarzy”, czyli portrety osób z mojej wyobraźni. Przede wszystkim kobiet, które uważam za bardzo interesujące malarsko. Z przyjemnością tworzę też akty. Są one dobrym pretekstem do studiowania anatomii i ciągłego doskonalenia warsztatu.

od lewej "Błękitny portret", środek góra "Alabama", środek dół "Duma", prawa strona "Dziewczyna ze wspomnień"

Przyjmuje Pan zlecenia od klientów?

Jeśli ktoś pragnąłby posiadać portret, który namaluję w swoim stylu, to oczywiście może się do mnie z takim zleceniem zgłosić.

W jakim stopniu o wyniku końcowym procesu tworzenia decyduje u Pana improwizacja, a w jakim konsekwentna realizacja zamysłu?

Z jednej strony moje działania to zupełna improwizacja, z drugiej systematyczna, codzienna praca. Tak naprawdę nie wiem czym jest wena. Każdego dnia, niezależnie od pogody, samopoczucia czy osobistych kłopotów schodzę do pracowni, gdzie przez kilka godzin maluję. Po prosu lubię sam proces i nauczyłem się czerpać z niego satysfakcję. Kiedy zaczynam odczuwać pewnego rodzaju twórczy niepokój, moje myśli przyspieszają, a ręce starają się w pośpiechu przenieść myśl na płótno. Zbyt często taka praca nie spełnia pokładanych w niej nadziei, coś zgrzyta, nie gra, nie pasuje…

Co pobudza Pańska kreatywność?

Kolory. Intensywna czerwień, głęboki pomarańcz, nasycony fiolet, kobalt. Lubię, gdy obraz aż wibruje, gdy widać w nim energię, ruch i namiętność. Nie należę do twórców malujących „pod meble”, moje prace wyróżniają się, krzyczą, ożywiają białe ściany.

Pochodzi Pan ze Szczecinka i tu od lat mieszka. Czy rodzinne strony bywają inspirujące?

Tak było przed laty. Lubiłem obserwować stare, odrapane kamienice. Takie z których sypał się tynk, a wilgoć pokrywała ściany ciekawymi kształtami. Chętnie je szkicowałem i obserwowałem podczas spacerów. Takich budynków – ruder już prawie nie ma, co jest oczywiście zmianą pozytywną z punktu widzenia mieszkańców. 

Kto na scenie malarskiej jest dla Pana ważny? Kogo Pan szanuje?

Sądzę, że najpiękniejszym okresem w historii polskiego malarstwa jest Młoda Polska. Podziwiam prace Leona Wyczółkowskiego, Jacka Malczewskiego czy Olgi Boznańskiej. Duże wrażenie wywarły na mnie odważne akty Egona Schiele czy przedziwne portrety pędzla Luciana Freuda. Moją ulubioną artystką pozostaje jednak współczesna brytyjska malarka Jenny Saville. W jej wielkoformatowych obrazach znajdziemy połączenie fascynacji tradycyjnymi technikami malarskimi i zainteresowanie teoriami feministycznymi. W efekcie podziwiamy prace bardzo wyrafinowane w warstwie formalnej, natomiast w treści negujące typ wizerunku kobiety dominujący w kulturze i malarstwie europejskim.

Gdyby mógł Pan posiadać na własność jedno dzieło sztuki światowej to byłaby właśnie praca Jenny Saville?

Gdybym miał taki obraz założyłbym galerię sztuki z prawdziwego zdarzenia.

Sądząc po Pana wyborach, nie boi się Pan kontrowersji w sztuce.

Artyści zawsze przekraczali granice i byli kontrowersyjni. Na przykład wspomniany przez mnie wcześniej Egon Schiele był oskarżany o szerzenie pornografii. Jego twórczość przetrwała jednak próbę czasu i dziś rozumiemy jego nowatorstwo. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy kontrowersje służą tylko skandalowi, a ten autopromocji twórcy.

A sztuka zaangażowana politycznie?

Dziś wszystko ma charakter polityczny: program nauczania w szkole, interpretacja historii, wybór stacji radiowej. Jest więc i miejsce dla zaangażowanego politycznie malarstwa. Mój osobisty przekaz jest szczęśliwie od polityki wolny.

Co uważa Pan za swój największy sukces?

Zawsze mam nadzieję, że jest jeszcze przede mną!

Co by Pan poradził początkującym twórcom albo jaką najlepszą radę dostał Pan jako artysta?

Nim uwierzycie, że jesteście wielkimi artystami szlifujcie warsztat!

(Rozmawiała Magdalena Michalska )

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (7)

MoniMoni

5 1

Piękna osobowość i historia 08:14, 01.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ArtArt

3 2

Brawo Panie Jacku! Talent i klasa! 08:44, 01.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

FormaldehydFormaldehyd

3 0

Może dzisiejszyLewiatan - komin z parą wodną pana zainteresuje? 15:13, 01.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Monika.Monika.

1 1

Cześć :) Jestem młodą, wyzwoloną Kobietą, która lubi miło spędzać czas :) Jeśli jesteś Mężczyzną z zasadami, który ceni dyskrecję miło mi będzie Ciebie poznać:) Zależy mi, by nasze spotkanie przebiegło w wyjątkowej, magicznej wręcz atmosferze, dlatego kultura osobista jest istotną sprawą:) Zainteresowany? Napisz do mnie tutaj : http://milepanie.pl/monia69 16:31, 01.03.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

ssssssssssssssssssssssssssssssssssssssss

2 0

si❤️ 20:11, 01.03.2021


GoniaGonia

0 0

Cudowne😀 06:41, 02.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

tsuaftsuaf

0 0

Jacuś zapomniałeś dodać, że ten "amatorski" zespół w latach w których istniał grał taką muzę, której profesjonalne ówczesne zespoły w zdecydowanej większości zagrać nie potrafiły. :-) 08:45, 03.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%