Zamknij
REKLAMA

Nie święci garnki lepią... robi to (czasem) Joanna Hajduk - artystka pracująca w glinie

07:39, 11.05.2021 | r.
Skomentuj fot. Magdalena Michalska
REKLAMA

Glinę nie tylko się ugniata, ale też wałkuje, wyciska i głaszcze. Wchodzi się z nią w bardzo bliski, wręcz zmysłowy kontakt. Joanna Hajduk – rzeźbiarka i prowadząca warsztaty dedykowanie glinie, opowiada o niezwykłych stronach pracy z tym surowcem – wzroście kreatywności, wewnętrznym wyciszeniu i akceptacji dla niedoskonałości.

Jakie to uczucie, gdy się trzyma w ręku glinę?

Wspaniałe! Glina to naturalny i bardzo plastyczny surowiec o zaskakująco szerokim wachlarzu zastosowań. Kiedyś była powszechnie używana w kuchni.  W glinianych garnkach gotowano potrawy, pito napoje i spożywano posiłki. Z gliny można stworzyć cały dom, wykorzystać ją do murowania, tynkowania, rzeźbienia, można budować z niej piece, robić cegły i posadzki a nawet wodoodporne dachówki. Można też tak jak ja zgłębiać i doceniaćjej archeologiczny i etnograficzny aspekt.

Ma pani na myśl znaleziska archeologiczne?

Fascynuje mnie łączność historyczna między najdawniejszymi wiekami, a współczesnością, odbierana właśnie za pomocą takich artefaktów jak naczynia, biżuteria czy monety. Lubię się zastanawiać, jak to się stało, że wiele tysięcy lat temu człowiek przekształcił masę bezkształtnego błota w szczelne naczynie na wodę. Co nim kierowało? Jak się wtedy czuł? A przedmioty mniej praktyczne? Najstarszą odkrytą na świecie ceramiką, jest gliniana figurka przedstawiająca nagą kobietę o pełnych kształtach, tak zwaną paleolityczną Wenus z Dolních Věstonic. Jej powstanie datowane jest na 29 000 – 25 000 lat p.n.e. Wiemy zatem, że ktoś kto był przedstawicielem kultury zbieracko – łowieckiej, zmagającym się na co dzień z trudami przetrwania w surowym klimacie, poświęcił dużo czasu, by stworzyć i utrwalić w płomieniach przedmiot nie służący bezpośredniemu przetrwaniu. Jakże ważna musiała być dla niego ta figurka symbolizująca matkę ziemię…

Kiedy zaczęła się ta fascynacja?

Byłam studentką etnografii, ale w akademiku mieszkałam z koleżanką studiującą archeologię. Tematy dotyczące minionych wieków, wykopalisk i różnorakich znalezisk, towarzyszyły nam, na co dzień. Równocześnie z głównym kierunkiem studiów, podjęłam naukę na Małopolskim Uniwersytecie Ludowym. Klimaty związane ze sztuką jakoś zawsze mnie pociągały, a program kształcenia oferowany we Wzdowie, kładł nacisk rzemiosło tradycyjne: haft, koronkę, ceramikę, tkaniny artystyczne oraz właśnie glinę. Spróbowałam i przepadłam bez pamięci.

Co jest takiego wyjątkowego w glinie?

To materia wielowymiarowa. Łatwo poddaje się naszej woli i stosunkowo szybko pozwala osiągnąć pierwsze efekty. Poradzi sobie nawet dziecko. Z drugiej strony, to sztuka złożona. Potrzeba lat doświadczeń by zgłębić wszystkie dostępne techniki i poznać niuanse.

Jak wygląda droga gliny od postaci surowej do gotowego przedmiotu?

Najpierw musi być pomysł. Przydają się szkice lub zdjęcia poglądowe przedmiotu, który chcemy wykonać. Na tym etapie, można tez oddać się całkowicie swoim emocjom i „czuciu”, i po prostu lepić to, „co wyjdzie spod palców”.

Gdy zaczynamy pracę, glina jest bardzo miękka, plastyczna i mokra. Pod wpływem powietrza oraz ciepła rąk stopniowo jednak wysycha. Aby opóźnić ten proces w większości pracowni ceramicznych panuje lekki chłód, a sam przedmiot, nim zostanie ukończony wielokrotnie zwilżany jest wodą. Gdy osiągniemy satysfakcjonujące nas efekty, pozostawiamy rzeźbę do całkowitego wyschnięcia. Należy pamiętać, że podczas wysychania glina zmieni kolor na znacznie jaśniejszy oraz nieco się skurczy. Taki dobrze wysuszony przedmiot wypalamy „na biskwit” w specjalnym piecu ceramicznym, zazwyczaj w temperaturze około 800 - 900 stopni Celsjusza. W glinie zachodzą wówczas nieodwracalne zmiany i staje się ceramiką. Nasze dzieła na tym etapie są bardzo kruche i delikatne (niczym francuskie ciasteczka, od których wzięły nazwę), trzeba, więc obchodzić się z nimi szczególnie ostrożnie. Kolejnym krokiem jest szkliwienie. Czy to poprzez zanurzenie w roztworze czy nanoszenie szkliwa pędzelkiem, staramy się pokryć biskwitowy przedmiot równą powłoką. Gdybym miała opisać, czym jest szkliwo, powiedziałabym, że to coś pomiędzy ceramiką a szkłem. Choć nadaje kolor, nie jest farbą, bo ta pozostają na wierzchu przedmiotów, natomiast szkliwo stapia się w jedno z czerepem. Szkliwa nie blakną i nie odpadają, zapewniają gładkość i szczelność przedmiotu, co jest bardzo ważne w przypadku wyrobu naczyń użytkowych. Ale wracając do samego procesu… Pokryty szkliwem przedmiot ponownie trafia do pieca. O tym wypale mówimy, że jest „na ostro”, ponieważ odbywa się w jeszcze wyższych temperaturach rzędu 1000 do 1250 stopni. Przedmioty szkliwione można wyjąć z pieca, dopiero po jego całkowitym ostygnięciu. Niecierpliwość zawsze zostaje surowo ukarana, bo na powierzchni naszego wyrobu pojawi się wówczas delikatna siateczka pęknięć. Jeśli tak zwany efekt „crackle” nie jest naszym celem, musimy odczekać całą dobę na przestygnięcie pieca. Jeśli mimo wszystko w naszej pracy pojawiają się „usterki”, proces szkliwienia możemy powtórzyć.

To bardzo długi proces.

Cierpliwość to słowo klucz, w przypadku pracy z gliną. Niemal na każdym etapie pracy, może dojść do zniszczenia lub uszkodzenia przedmiotu, nad którym pracujemy. Musimy nauczyć się to akceptować, niewielkie pęknięcia, rysy czy zgrubienia i traktować niczym wartość dodaną do naszych rzeźb. Cechą tradycyjnego rękodzieła jest pewna „niedoskonałość”. Poszczególne talerze czy kubki z jednego kompletu mogą się delikatnie różnić fakturą, a jeśli zostały pomalowane ręcznie, także zdobieniami. Tak naprawdę nigdy nie uzyskamy dwóch identycznych wyrobów.

Jak reagują na to uczestnicy warsztatów?

Maluchom akceptacja przychodzi znacznie szybciej. Dziecięca twórczość pełna jest zresztą „perfekcyjnej niedoskonałości”. Prace najmłodszych często bazują na instynkcie, są spontaniczne, pełne wyrazu. Dziecko potrafi czerpać radość z samego procesu tworzenia, nawet jeśli ostateczny efekt odbiega od zamierzonego. Zamiast krytycznej oceny na koniec, do akcji wkracza wyobraźnia.  Pojawiają się historie dopowiadające sens dzieła i intencje autora. Dorosłym ciężej uzyskać ten stan. Zwłaszcza na początku mają bardzo wyśrubowane oczekiwania, co do efektów swojej pracy – chcą, by naczynia były równiusieńkie, jak ze sklepu. Dopiero później przychodzi zgoda na niedoskonałość, na to, że są asymetryczne, ale najważniejsze, że samodzielnie wykonane.

A co poza gotowym produktem można wynieść z pani warsztatów?

Każdy znajduje to, po co przyszedł. Bywa, że dzieci żyjące w pięknych domach „czystych i aż do bólu higienicznych”, po raz pierwszy mają okazje zaznać spontanicznej, nieskrępowanej ekspresji. Z zajęć wychodzą brudne i zadowolone, i nie mogą się doczekać, kiedypowtórzą to doświadczenie. Wiele osób dorosłych – w tym ja sama – poszukuje raczej wyciszenia. Po przekroczeniu progu pracowni ogarnia mnie rodzaj błogiego spokoju, bo wiem, że przez kolejne dwie- trzy godziny będzie się liczyła tylko praca moich rąk. Dla człowieka zabieganego, otoczonego wysoką technologią, targanego wewnętrznym niepokojem, może być to wręcz doświadczenie terapeutyzujące.

Warsztaty ceramiczne bywają stosowane, jako forma terapii?

Oczywiście i to na różnych poziomach. Glinę się ugniata, formułuje, gąszcze. To silne doświadczenie zmysłowe, pobudzające receptory dotyku, ale też wzroku i węchu. Glina bywa pomocna podczas terapii ręki oraz jako terapia wspomagająca w leczeniu nerwic. Jest tez po prostu alternatywnym sposobem spędzania wolnego czasu, który kształtuje postawy twórcze, rozwija kreatywność i uwrażliwia na estetykę.

Sama mam za sobą wspaniałe doświadczenia prowadzenia warsztatów w ramach projektu „Akademia Sztuki”, realizowanego przez szczecinecki odział Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii (projekty finansowane przez Miasto Szczecinek), podczas których tworzyliśmy z młodzieżą formy rzeźbiarskie o różnorakiej tematyce. Byłam pozytywnie zaskoczona efektem tych warsztatów, kreatywnością oraz poziomem zaangażowania uczestników. W bezpiecznych i kontrolowanych warunkach młodzież dała upust swoim emocjom, osiągając przy okazji ciekawe i nietuzinkowe efekty wizualne.

W pani pracowni, przedmioty artystyczne przeważają nad ceramiką użytkową.

To prawda. Choć znam technologię, to rzadko wytwarzam przedmioty takie jak kubki czy miski. Pociągają mnie formy przestrzenne, zainspirowane sztuką archeologiczną, zwłaszcza tą z epoki brązu i neolitu. Duży udział w tej fascynacji miała moja współlokatorka z czasów studenckich, wspomniana już wcześniej studentka archeologii. To ona po każdych wykopaliskach w Biskupinie opowiadał mi fascynujące historie o dawnych kulturach i rozpaliła miłość do sztuki prehistorycznej. Znaleziska z okresu brązu cechują się specyficzną estetyką. Brąz postrzegany był wówczas, jako substytut złota – słonecznego metalu. Naczynia gliniane z tego okresu mają bardzo bogate formy i kształty. Popularna staje się symbolika tarczy słonecznej – tzw. dysku solarnego i motywy ptaków. Ten rodzaj wyrazu bardzo mnie pociąga i póki co stanowi niewyeksploatowane źródło inspiracji.

W wyrobach, którewychodzą spod pani ręki dostrzeżemy też szkło?

Bardzo lubię dopełniać prace szklanym kruszywem. To technika, którą poznałam dzięki kursom w Akademii Łucznica pod Warszawą. Moją nauczycielką była pani Justyna Skowyrska-Górska, niekwestionowany autorytet i mentorka w zakresie pracy z gliną.

Gdzie można zobaczyć pani prace, ewentualnie umówić się na warsztaty?

Zanim pandemia nie pokrzyżowała wszystkich planów, prowadziłam zajęcia dla dzieci przy szczecineckim Sapik-u, a także warsztaty mobilne, w szkołach przedszkolach i świetlicach. Można mnie także odwiedzić w mojej domowej pracowni.

Dziś – z radością ponownie zapraszam na zajęcia, które odbywają się w środy o godzinie 16:00. W kwestii warsztatów czy też gotowych produktów, polecam zerknąć na profil facebookowy: www.facebook.com/glinadea,  lub mój Instagram. Może ktoś poczuje się zainspirowany do poszukania własnej drogi ku ceramice?

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

Justyna Justyna

2 0

Cudownie!🧡💛💚💙💜 08:10, 11.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

NICKNICK

2 0

Podziwiam i pozdrawiam serdecznie. Wspaniała pasja, ciekawy wywiad. 09:33, 11.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

OzoneOzone

0 0

Alo, salut, sunt eu, un HAIDUK 09:50, 11.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Monika.Monika.

0 1

Cześć panowie, mam na imie Monika :). Chętnie poznam normalnego faceta. Nie szukam sponsora, nie interesuje mnie jakie masz zarobki, samochód itp. Przede wszystkim cenię kulturę osobistą i poczucie humoru, wygląd dla mnie to sprawa drugorzędna. Zainteresowanych panów zapraszam do kontaktu najlepiej na moim profilu gdzie zobaczysz moje prywatne zdjęcia : http://panieonline.pl/monika 21:37, 11.05.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%