4810 metrów wyzwania. Jak zdobyć wierzchołek najwyższej góry Europy? Jak bezpiecznie na nią wejść i z niej wrócić? Co zabrać i jak się przygotować? Odpowiedzi szukam z panem Łukaszem Klein, który zaledwie kilka dni temu zdobył Mont Blanc.
Czy możemy powiedzieć, że właśnie wrócił Pan z wyprawy życia?
Myślę, że tak. Zwłaszcza, że pomysł chodził mi po głowie dobrych kilka miesięcy. Wszystko zaczęło się od opowieści kolegi, który rok temu poleciał do Afryki i zdobył Kilimandżaro. Jego wspomnienia były na tyle ciekawe, że sam nabrałem ochoty na zdobycie szczytu. Wspólnie zdecydowaliśmy się na Mont Blanc – najwyższy szczyt Alp, nazywany potocznie „Dachem Europy”.
Zapadła decyzja, powstał plan. Jak fizycznie przygotować się do takiego wyzwania?
Przygotowania do zdobycia szczytu Mont Blanc należy zacząć kilka dobrych miesięcy wcześniej. Jestem sportowcem, ale podjęcie takiego wyzwania wiązało się z opracowaniem planu działania, tak aby zdobycie szczytu było jak najbardziej osiągalne. Podstawa to regularny wysiłek fizyczny i zbilansowana dieta. Bazę stanowiły trening interwałowy, siłownia i rower. Dosyć regularnie korzystałem też ze ścianki wspinaczkowej w Szczecinku. Ważnym aspektem, szczególnie na trzy miesiące przed wyjazdem były ćwiczenia wydolnościowe. W przypadku wypraw w góry wysokie, naprawdę nie wystarczy kilkukrotnie wyjść na przebieżkę po parku… Niezbędna jest systematyczność i świadomość celu.
[FOTORELACJA]6190[/FOTORELACJA]
Co poza tym? Obycie na prostszych szlakach tatrzańskich?
Może panią zaskoczę, ale nie mam dużego doświadczenia w polskich górach. Latem zeszłego roku, zainwestowałem w swoje umiejętności, robiąc kurs wspinaczki skalnej, w Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Był to jeden z ważnych elementów, który przygotował mnie technicznie do wyprawy. Dał mi on znajomość zasad poruszania się po naturalnych formach skalnych, nauczył poprawnej asekuracji, a tym samym stanowił dobre przygotowanie do kolejnych wyzwań. Mont Blanc - szczyt mierzący prawie 5000 m n.p.m - to wyzwanie, które poza kondycją fizyczną i znajomością zasad poruszania się w trudnych warunkach górskich, wymaga też znajomości sprzętu i umiejętności posługiwania się nim. Obycie z czekanem i rakami to podstawa.
Góry wiążą się z dużą amplitudą temperatur. W momencie zdobycia szczytu - w Chamonix było +20 st., a Pan zmagał się z temperaturą -10 st.
Dlatego potrzebna jest odpowiednia odzież – standardowy strój do wspinaczki wysokogórskiej w warunkach zimowych. Niezbędna jest kurtka, model z membraną Gore-tex, buty wysokogórskie do których można wpiąć raki, spodnie z membraną oraz bielizna termiczna. Na ostatnich 400 metrach dogrzewałem się jeszcze kurtką puchową. Poza tym czapka, rękawice, kask i okulary przeciwsłoneczne z najwyższym filtrem UV. Nie wolno zapominać także o kremie z filtrem.
Czy na wysokościach rzędu 4000 – 5000 m n.p.m. występuje poważne ryzyko choroby wysokościowej?
Trzeba się liczyć z takim ryzykiem, dlatego każdy podejmujący wędrówkę na szczyt, powinien przejść aklimatyzację. My daliśmy sobie na to trzy dni. Pierwszego dnia podeszliśmy od strony francuskiej (Point Lachenal i Arete a Laurence), gdzie kilka godzin na wysokości ponad 3600 m n.p.m przeznaczyliśmy na trening w poruszaniu się po lodowcu oraz po skałach. Kolejnego dnia wspinaliśmy się po stronie włoskiej (Petit Flambeu). Trzeciego dnia ruszyliśmy na lodowiec (Glacier du Geant oraz Blank droga Gouter Route). Trudne, mroźne i mgliste powietrze na lodowcu przybliżyło nam klimat ataku na szczyt. Kolejny dzień to regeneracja i przygotowanie strategii zdobycia szczytu.
Jak wyglądała droga na szczyt?
Wyruszyliśmy z Nid d’Aigle do schroniska TêteRousse Hut, na wysokości 3100 m n.p.m. Wyjście na Mont Blanc tradycyjnie rozpoczyna się w nocy. My wyruszyliśmy o 1:30. Do pokonania mieliśmy 1700 metrów, prowadzących przez Grand Couloir, zwanego też Kuluarem Śmierci lub Rolling-Stone. Ta druga nazwa dobrze oddaje jego zdradliwą naturę. To właśnie w tym miejscu, w roku 2011, zginął polski himalaista Wojciech Kozub i to tutaj statystycznie ulega wypadkom najwięcej wspinaczy. Na szczęście ja i mój team poradziliśmy sobie z wszelkimi trudnościami i dnia 2 lipca o godzinie 8:45 zdobyliśmy Mont Blanc.
Jakie emocje towarzyszą człowiekowi w chwili, gdy spełnia marzenie o najwyższym szczycie Europy?
Satysfakcja, niedowierzanie i poczucie zwycięstwa, to emocje które pozostają w głowie do końca życia. Myli się jednak ten kto sądzi, że na szczycie będzie mógł odpocząć i pogrążyć się w przyjemnym samozadowoleniu. Mont Blanc nawet latem słynie z kapryśnej pogody. 2 lipca nie było inaczej. Po drodze męczył nas silny wiatr i niska temperatura. Szczyt przywitał nas jednak pięknym, bezchmurnym, słonecznym niebem, które pozwoliło na podziwiane niezapomnianego widoku panoramy Alp.
Kto pierwszy dowiedział się o Pana sukcesie?
O sukcesie w pierwszej kolejności dowiedziały się najbliższe mi osoby, bez których wsparcia ta wyprawa byłaby niemożliwa. Moi koledzy i koleżanki z pracy mocno mi kibicowali i wierzyli w mój sukces. W trudnych momentach wyprawy, to właśnie oni motywowali mnie do walki.
Czy Mont Blanc to pierwszy krok w stronę kolejnych wyzwań górskich?
Zdecydowanie tak. Dusza sportowca nie pozwala mi na odpoczynek. W mojej głowie rodzą się pomysły na kolejne wyzwania. Myślę o dopisaniu do swojej listy osiągnięć, szczytów Kazbek i Elbrus.
Czy taki wyjazd wiąże się z wielkimi nakładami finansowymi?
W porównaniu z horrendalnie kosztownymi wyprawami w Himalaje, możemy mówić o całkiem rozsądnych kosztach. Najważniejsze w takich wyprawach to dobry plan, realizacja krok po kroku założonych celów, konsekwencja w działaniu i satysfakcja z sukcesu.
Czy teraz sięgnie Pan po lekturę „Kordiana” z na nowo rozbudzonym zainteresowaniem?
Raczej nie. Czytam książki poświęcone górom, ale dokumentalno – biograficzne. Moja ostatnia lektura to „Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat” i pozostaję pod dużym wrażeniem. To opowieść o wsparciu, niesamowitej woli walki, bezgranicznym zaufaniu i o podejmowaniu trudnych decyzji, które stanowią o naszym być lub nie być. To walka o życie oraz myślenie i działanie za dwoje…
Czym była dla Pan ta wyprawa?
Dla mnie zdobycie Mont Blanc to walka ze swoimi słabościami i udowodnienie sobie, że żadna trudna sytuacja mnie nie złamie…
Super07:57, 13.07.2021
Zazdroszczę bardzo. To sie nazywa wyprawa, albo wakacje życia ???
ania08:04, 13.07.2021
Brawo Łukasz!!!
M08:50, 13.07.2021
Podziwiam i gratuluję...zawsze mnie fascynował ten sport,ale tylko w teorii,Kukuczka to mój wzór :)
Kasia09:40, 13.07.2021
BRAWO Łukasz tak Trzymaj ?i nigdy sie nie Poddawaj my zawsze jesteśmy z Tobą?
Karolina10:22, 13.07.2021
Dobra robota...wyzwanie, którego większość z nas nie dałaby rady ogarnąć. Gratulacje ??
Wojciech 15:53, 13.07.2021
Super Łukaszu ! Wielki szacunek za to co zrobiłeś i robisz ostatnie czasy........ i nigdy się nie poddawaj !!!
Ted 19:26, 14.07.2021
Z Chamonix wjezdżaliśmy kolejką linową na szczyt aiqulla de Midi 4000 m i z tarasów widokowych podziwialiśmy dach Europy Mont Blanc widok zapiera dech w piersiach .Podziwiam tego Pana że zdobył Mont Blanc- gratulacje
MN19:28, 14.07.2021
Nie przesadzajmy z tym zdobyciem Blanca. Płacisz agencji wyprawowej i przewodnik wciąga Cię jak po sznurku na górę...
0 0
To jedź, nie zapomnij podzielić się wrażeniami...