Kandydujący do Sejmu Jerzy Hardie-Douglas, w swoim materiale wyborczym wymienił jako jedną ze swoich zasług (z okresu w którym był burmistrzem) zlikwidowane bezrobocie. Podobne sugestie padły i później - gdy przy temacie szczecineckiej obwodnicy, wymieniał swoje osiągnięcia. Stwierdzenia takie są nieprawdą - i da się to wykazać na kilku płaszczyznach.
Według informacji jakich udzielił mi Powiatowy Urząd Pracy w Szczecinku, stopa bezrobocia na miesiąc wrzesień, dla powiatu szczecineckiego wynosiła 13,8 %. Zarejestrowanych było wtedy 3427 osób bezrobotnych. Na koniec października, było to 3411 osób, przy czym w chwili gdy udzielano mi odpowiedzi, Powiatowy Urząd Pracy nie dysponował informacją o stopie bezrobocia na ten miesiąc.
Statystyki wskazują tym samym, że bezrobocie w powiecie szczecineckim wyraźnie istnieje. Nie można więc nawet w kontekście samych statystyk, mówić o jego zlikwidowaniu. Statystyki zaś zawsze poziom faktycznego bezrobocia zaniżają. Nie uwzględniają choćby sporej ilości osób niezarejestrowanych w Powiatowym Urzędzie Pracy, czy też sezonowego spadku bezrobocia związanego z zatrudnieniem na krótkoterminowe umowy (w kontekście sedna problemu - nie można uznać tego za pełnowartościową pracę, z której można się samodzielnie utrzymać). Do tego dochodzą takie kwestie jak ilość mieszkańców Szczecinka zatrudnionych poza jego obszarem (np. w wojsku, transporcie) - która formalnie dolicza się do pozornej liczby pracujących, choć zatrudnienie to nie jest zasługą miasta (czy powiatu).
Bardziej praktycznym wyznacznikiem skali bezrobocia w Szczecinku, jest skala emigracji. Każdy chyba może się o tym przekonać osobiście - oceniając ilu jego znajomych wyjechało ze Szczecinka z powodów związanych z rynkiem pracy (dotyczy to szczególnie ludzi młodszych). Niestety same statystyki nie są tutaj również ścisłym odzwierciedleniem rzeczywistości, bo dotyczą zarówno migracji, jak i urodzin oraz zgonów. Jakimś wskaźnikiem jednak są - zwłaszcza jeżeli np. stabilność zatrudnienia uznać za jeden z czynników wpływających na lokalny przyrost naturalny. Pokazują one zaś, że liczba mieszkańców Szczecinka stale spada. Odejścia od tendencji spadkowej są chwilowe i widać je sporadycznie. Tak było np. w roku 2010, kiedy przyłączono do Szczecinka - Trzesiekę i Świątki.
O praktycznym poziomie bezrobocia świadczy dość dobrze jakość lokalnych ofert pracy. Obrońcy narracji zlikwidowanego bezrobocia - upierają się często, że praca jest, tylko ludzie wybrzydzają. Nawet więc tłumy ludzi z wyższym wykształceniem powinny być wdzięczne władzom Szczecinka za to, że mogą pracować na budowie, albo przy koszeniu trawników - z umową zlecenia na dwa lub trzy miesiące i z minimalnym wynagrodzeniem. Niestety, ale takie desperackie zaklinanie rzeczywistości tylko potwierdza, że bezrobocie jest duże.
Wskazywanie ludziom, że powinni pracować za najniższe stawki, na krótkotrwałych umowach, poniżej swoich kwalifikacji - samo w sobie dowodzi, że na lokalnym rynku pracy, firmy nie muszą starać się o pracownika. Mogą oferować najniższe stawki, najmniej atrakcyjne formy umów - bo i tak znajdą pracownika. Krótko mówiąc - nie ma tu żadnej walki o pracownika, za to jest walka o pracę. To świadczy o podaży pracowników, a nie podaży pracy - czyli o wysokim bezrobociu.
>>Podziel się z nami swoją opinią - [email protected]
Gdyby bezrobocia nie było - zatrudniający prześcigaliby się w walce o pracownika, oferując lepsze warunki pracy, wyższe wynagrodzenie, więcej korzyści dodatkowych. Tak jednak w Szczecinku nie jest. Nie byłoby też dodawania do ofert absurdalnych wymogów, takich jak pięcioletnie doświadczenie na danym stanowisku - nawet w przypadku stanowisk najmniej wymagających, takich jak praca na magazynie w supermarkecie. Ponadto, na ryku pracy tak dużej roli nie odgrywałyby znajomości - co świadczy o tym, jak desperacka jest tu walka o zatrudnienie. Uczciwszy byłby tu również nabór do miejskich instytucji - które w państwach rozwiniętych, nie są szczytem marzeń - podczas gdy w Szczecinku jest to raczej praca "luksusowa", dla wybranych.
Zdanie o zlikwidowanym bezrobociu miało zapewne dodać Jerzemu Hardie-Douglasowi poparcia w wyborach. Być może nawet nieco chwilowo dodało (wraz z innymi tego rodzaju hasłami). W dalszej perspektywie taka narracja - a nie jest on jedyną osobą, która ją stosuje - będzie jednak działać na szkodę jego partii, przyczyniając się do utraty wiarygodności oraz wzrostu ekspozycji kontrastu ekonomicznego. Co więcej - w skali całej Polski, taka oderwana od rzeczywistości retoryka sukcesu, nie tylko nakłania zagorzałych zwolenników PO do obrażania (czyli zniechęcania) potencjalnych jej wyborców, ale i buduje podziały społeczne. Część elektoratu bowiem - głównie osoby starsze i mieszkańcy największych miast - utwierdzana w przekonaniu, że naprawdę jest tak dobrze w kwestii pracy i zarobków - zaczyna atakować wszystkich mających odmienne zdanie. Każdy kto nie zgodzi się z takimi hasłami, każdy kto będzie niezadowolony z braku pracy, niskich płac, zaniedbania lokalnej gospodarki - zostanie od razu okrzyknięty zidiociałą patologią bez wykształcenia, która do niczego się nie nadaje i nie chce tak naprawdę pracować, a tylko liczy na pieniądze z programu 500 Plus.
