Zamknij
REKLAMA

Nie warto odkładać marzeń na potem. Rozmowa z panią Marzeną Moskwą

09:11, 10.04.2021 | Rozmawiała Magdalena Michalska
Skomentuj fot, Magdalena Michalska
REKLAMA

Rozmowa z panią Marzeną Moskwą, właścicielką pracowni rękodzieła „mm dekoracje”, która ze swojej pasji uczyniła sposób na życie.

Kim jest właścicielka pracowni „mm dekoracje”? Gdyby mogła się Pani przedstawić w kilku słowach.

Żoną, matką trzech synów, wielką admiratorką przyrody, molem książkowym, a w chwilach wolnych od obowiązków - rękodzielniczką.

Jak zaczęła się Pani przygoda z rękodziełem?

Choć piękne przedmioty kochałam całe życie, potrzebowałam dojrzeć do systematycznego tworzenia.  Ten moment odwlekał się w czasie. Miałam pracę na etacie, później pracowałam na zlecenie. Moje życie zawodowe oscylowało wokół wyuczonego zawodu-pedagoga, jednak zawsze gdzieś w pobliżu „twórczości”. Pracując z osobami niepełnosprawnym i dziećmi, prowadziłam terapię zajęciową podczas której wytwarzaliśmy wspólnie rękodzieło.

W międzyczasie urodziłam trzech synów, pracowałam zawodowo, na przemian zajmując się ich wychowaniem. Pierwsze kroki w samodzielnej pracy rękodzielniczej podjęłam będąc na urlopie wychowawczym z pierwszym synem. Było to kilkanaście lat temu.  Wtedy zrodził się w mojej głowie pomysł, że któregoś dnia rozpocznę działalność na własną rękę.

W podjęciu ostatecznej decyzji o stworzeniu własnej pracowni pomógł mi los, przeznaczenie. Jak zwał tak zwał. W moim życiu nastąpił szereg okoliczności, nie zawsze przyjemnych, które zaprowadziły mnie tu, gdzie jestem. Dziś czuję za wszystko ogromną wdzięczność, gdyż wreszcie odważyłam się realizować własne marzenia.

Ukończyła Pani jakieś studia artystyczne?

Nie. Jestem samoukiem. Pewne umiejętności i talent manualny odziedziczyłam po mamie, a reszta to efekt mojej ciekawości i poszukiwań oraz żmudnej pracy. Pracując zawodowo jako instruktor terapii zajęciowej testowałam szereg nowych technik ekspresji plastycznej. Odnalazłam się szczególnie w tworzeniu wianków na różne okazje.

Czym się dziś Pani zajmuje?

Tworzę szeroko pojęte przedmioty dekoracyjne. Wieńce, stroiki okolicznościowe, kwiatowe girlandy i instalacje. Wykonuję też kwiatowe dekoracje na zlecenie klienta. Swoim działaniem ocieram się o florystykę, choć nie nazwałabym się florystyką. Moje prace mają nieść ukojenie dla oczu i duszy.

A jakby scharakteryzowała Pani styl tych przedmiotów?

Myślę, że słowo „rustykalne” będzie tu najodpowiedniejsze. Związane są z bliskością natury oraz przytulnością. W swoich pracach sięgam wyłącznie po naturalne materiały takie jak drewno, mech czy wiklina.  Dekorację uzupełniam suszem roślinnym, surowym sznurkiem konopnym, a także żywymi kwiatami. Stawiam na niezbyt szeroką paletę barw, również mającą odbicie w naturze: biel, zieleń (zarówno ta świeża, jak i lekko przydymiona), delikatne błękity i beże. Usłyszałam kiedyś, że moje prace są „smutne”. Może i tak, choć ja myślę o nich raczej w kategoriach „sentymentalne”, „melancholijne” …

Pani prace emanują spokojną elegancją, zdają się mówić „zatrzymaj się na chwilę i rozejrzyj wokół siebie”.

Piękno przyrody i urokliwe krajobrazy od zawsze były bliskie mojemu sercu. Choć zamieszkuję w mieście mam naturę leśnej wędrowniczki. Prowadzę proste życie bez radia i telewizora. Obecne czasy wymusiły na mnie kompromis w postaci zakupu telefonu komórkowego i komputera, ale wychowując dzieci i prowadząc działalność, nie miałam wyjścia i musiałam ulec.

Szczecinecki park powinien więc przypaść Pani do gustu.

Regularnie udaję na długie spacery wokół jeziora. Poza elementem kojącym, natura to wielki zasobnik artystycznych surowców. Nie było jeszcze przypadku abym nie przyniosła sobie z wycieczki: opadłej kory, patyków, ptasich piór. Mój mąż nazywa to „obsesyjnym zbieractwem” ale każdy rękodzielnik potwierdzi – to wszystko naprawdę się kiedyś przyda!

Większość znanych mi osób pewnie faktycznie przeszłaby obojętnie obok suchej gałęzi.

Ludzie nie doceniają i bardzo często nie zauważają piękna otaczającej ich przyrody. Ta naturalna przestrzeń wokół nas stanowi pewnego rodzaju nieistotny, drugi plan. I niestety spostrzeżenie to odnosi się do uogólnionej postawy współczesnego człowieka – niezależnie od miejsca zamieszkania. Codzienny pęd, niekończące się obowiązki i zmartwienia wydają się przysłaniać nam szerszy horyzont. Tymczasem wiosna budzi się do życia, dajmy się jej uwieść i rozkwitajmy razem z nią.

Pani styl pracy jest bardzo w duchu „eko”.

To prawda i to nie tylko ze względu na materiały naturalnego pochodzenia. Zbieram i odzyskuję różne podniszczone przedmioty, niepotrzebne znajomym. Poddaję je renowacji, przetwarzam i tym samym nadaję im drugie życie. Większość moich dekoracji będzie służyć przez wiele sezonów lub nadaje się do powtórnego wykorzystania również, kiedy opadną części zielone.

Gdzie znajduje się Pani pracownia?

Póki co, we własnym domu, w piwnicznych pomieszczeniach. Mam pewne plany, które jednak musza poczekać - z różnych powodów. Chociażby z tego, co się dzieje teraz w kraju i na świecie. Działam bardzo wolno, ale myślę, że skutecznie. Żartuję sobie, że jestem trendsetterką, żyłam „slow”, zanim to było modne.

Pracuje Pani rano czy wieczorem?

W każdej wolnej chwili. Matka trzech synów musi być dobrze zorganizowana i nie może pozwolić sobie na luksus pracy pod wpływem natchnienia. Staram się nie planować zbyt precyzyjnie, nie stawiać na wydajność. Wolę stworzyć mniej, ale w zgodzie z moją estetyką.

Kim są Pani klienci?

To na pewno osoby wrażliwe na piękno i poszukujące wyjątkowych, nietuzinkowych produktów. Wśród niewielkiego grona stałych klientów przeważają panie, ponieważ to one z reguły dbają o wygląd domostwa. Każda nowa osoba w tym zacnym gronie bardzo mnie cieszy.

Jest Pani otwarta na współpracę z innymi utalentowanymi osobami?

Kibicuję wszystkim ludziom szlifującym swoje talenty i rzemiosło – niezależnie od dziedziny. Chętnie współpracuję, wymieniam opinie, dzielę się wiedzą. W tym mieście potrzebujemy ludzi z pasją!

Skoro nie w sklepie, to gdzie można zakupić Pani prace?

Regularnie uczestniczę w naszym szczecineckim jarmarku świątecznym, wyjeżdżałam też na okoliczne imprezy tego typu. Zamówienie przyjmuję również telefonicznie, oczywiście z pewnym wyprzedzeniem, żebym mogła się solidnie przygotować. Zamówiony produkt klient odbiera u mnie w domu bądź dostarczam go sama. Poza tym mam swoje konto na Facebook-u.

Co by Pani poradziła innym osobom pragnącym rozpocząć swoją przygodę z rękodziełem, mającym jednak obawy czy sobie poradzą?

Trzeba działać! Za dużo w naszym życiu wahania, wątpliwości, obiekcji. Odkąd pozwoliłam sobie na luksus zaprzestania odkładania marzeń na wieczne potem, czuję się jakbym odżyła. To się może przydarzyć każdemu. Trzeba tylko wiedzieć czego się pragnie i podążać za tym głosem, nawet jeśli jest trudno. Trudności są po to by nas wzmacniać, nie zaś po to by przed nimi uciekać.

(Rozmawiała Magdalena Michalska )

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (10)

Pytam sięPytam się

12 10

A gdzie maska na zdjęciu? PANDEMIA JEST... 😮 11:49, 10.04.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

MOHERMOHER

3 15

Wal się wystarczy ze ty masz ja nie muszę i ona też nie jasne czy nie wdychaj dalej morgelony i grzybki 14:11, 10.04.2021


NatiNati

8 5

Bardzo piękne prace. 🌿🌿🌿 13:07, 10.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

kajakaja

8 5

Powodzenia pani Marzenko. Talent trzeba wykorzystywać. 13:29, 10.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MOHERMOHER

5 18

Brawo Marzena że bez kagańca jedna z nie wielu z trzeźwym myśleniem Auuuu Rodacy Kamraci Ja Osa
14:15, 10.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MOHERMOHER

4 17

Pytaj się do usranej śmierci gdzie kaganiec mądra to nie nosi kagańców jak ja brawo kamratko 14:23, 10.04.2021

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

KamratKamrat

4 10

Pozdrawiam wszystkich Kamratów ze Szczecinka! Auuuuuu❤️ 15:59, 10.04.2021


MOHERMOHER

3 11

Nie tylko ze szczecinka,Poznania Pancernych,won i Hannę Bannane Koszalin Wilczycę jak są chorzy to musza nosić kagańce zdrowy człowiek nie musi według konstytucji Auuu noszenie kagańca jest pierwszym poddaństwem noszenie kagańca zakwasza organizm rozwija raka brawo nosić dalej i umierać 18:09, 10.04.2021


Nowa LigaNowa Liga

6 0

Zarobić to znaczy wydawać, czyżby nasze życie skupia się na tym 22:29, 10.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Puchacz Puchacz

4 2

rękodzieło, też poproszę 🤣🤣🤣🤣 19:47, 11.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%